W historii chrześcijaństwa od czasu do czasu pojawia się jakaś nowa LOGIA lub IZM. To wywołuje kontrowersje, podziały i spory. Takim antagonizującym środowisko ewangelicznych chrześcijan IZMEM jest Kalwinizm. Ponieważ w polskiej przestrzeni jest już dość sporo artykułów promujących Kalwinizm, uznałem za stosowne upowszechnić stanowisko osób nie zgadzających się z Kalwinizmem. Przy czym chciałbym zaznaczyć, że Arminianizm czy Amyraldyzm nie są jedyną odpowiedzią.
wtorek, 18 lipca 2023
Makabryczne ceremonie
Wielu mieszkańców budzą krzyki: „Wstawajcie, wstawajcie, mordują w Mollard". Perrin dopuszcza się czynu niewybaczalnego: wyrywa z rąk syndyka Piotra Bonny laskę, insygnium jego urzędu. Ten gest symboliczny i zdradziecki przybiera pozory zamachu stanu. Nieszczęsny Perrin w kilka dni później salwuje się ucieczką wraz z Filibertem Berthelierem.
Po incydentach z 16 maja 1555 roku Kalwin wzywa do represji. Woła publicznie:
„Pojawią się tacy, którzy skarżyć się będą, skoro tylko zaczniemy mówić o sprawiedliwości, że łakniemy krwi, że to jedynie okrucieństwo [..,] I nic tylko szubienicznicy będą tak mówić, ci, których winy i zbrodnie są oczywiste, lecz i ich poplecznicy z tawerny, którzy udają kaznodziei. O, będą oni umieli powoływać się na miłosierdzie i ludzkie uczucia, i zdaje im się, że nie będę szczędził krwi, z której oni uczynią wino, jakie chłepcą bez miary i rozumu. Ale takie bluźnierstwa dotykają Boga, a nie ludzi."
Oczywiście, widok zła nasuwa pytanie o grzech, który przeczuwa się w samym sobie. Lecz po to tylko, by chwalić Pana za ocalenie. Czy Kalwin mówi o sobie, czy też może wprowadza na scenę postać skruszonego grzesznika, gdy woła w jednym z kazań z tego okresu: „Z natury nie jestem wcale lepszym od tych, którzy — jak widzę — we wszystkim są przeciwni Bogu"? I dalej: „Byłem raczej Jego wrogiem śmiertelnym, ani jeden z moich nerwów nie chciał się Mu podporządkować, ale pełen byłem pychy, pełen złośliwości, pełen zarozumialstwa i diabelskiego uporu, by opierać się Bogu i pogrążać w śmierci wiecznej."
W poniedziałek 3 czerwca 1555 wydano wyrok zaoczny: Perrin (jeśli uda się go schwytać) skazany zostaje na „obcięcie prawej dłoni, którą zamierzał się na laski syndyków". Jego wspólnicy i on sam mają ponadto zostać ścięci.
Następnie "głowy i rzeczoną dłoń przybije się do szubienicy, a ciała rozetnie na cztery części" . Ten sam wyrok zapada na dwóch braci Comparet. Skazanych na „ucięcie głów i poćwiartowanie ciał". Klaudiusz Galloys ma zaś nieść pochodnię i błagać zmiłowania. Nic będzie mógł odtąd nosić miecza i razem z Girordem Thomasem wystawi się go na widok publiczny w „kołnierzu"(rodzaj pręgierza), w dwóch różnych miejscach w mieście.
Winni, z wyjątkiem tych, którym udało się zbiec, zostają straceni. Kronika genewska zachowała wspomnienie z tych makabrycznych ceremonii tak szokujących dla naszej dzisiejszej wrażliwości. Któż by powiedział, że Genewa stanie się kiedyś jedną ze stolic humanitaryzmu?"
”Pozbawiono głów jednego po drugim czterech z tych buntowników, obydwu Comparetńw w odstępie dni piętnastu; po ścięciu poćwiartowano ich ciała, a szczątki każdego rozwieszono, na szubienicach osobnych, podle czterech rogatek miejskich, głowę każdego z nich razem z ćwiartką innego; jedną zawieszono w pobliżu mostu Anie, by mogli ja każdego dnia oglądać, jeśli taka była ich wola. jego kompani, którzy chadzali codziennie do gospód na rzeczonym moście. Ćwiartkę jednego i głowę drugiego zaniesiono na tamtą stronę Rodanu i powieszono na krańcach Genewy, gdzie, jak już rzekliśmy, nie jest wcale daleko od domu Pemna. aby spozierając na nich stale, zachował pamięć o swoich kompanach. [Franciszkowi] Berthelierowi i Bastardowi ucięto jeno głowy, nie ćwiartując ich ciał; głowa Bertheliera i jego ciało pozostawały na szubienicy, podobnie rzecz się miała z ciałem Bastarda, głowę jego jednakowoż przybito do krokwi na murze w Mollard i takie uczyniono mu epitafium:
Po sromotnej swojej klęsce
(Niż Bóg mu ważniejszy człek
Swego wodza Klod genewczyk
Kazał przybić w miejscu tem.
Franciszek Daniel Berthelier, brat Filibena. figuruje wiec pośród ofiar represji. Kalwin rozpętuje przeciw nim kampanię jesienią. Wspomina o "sługach szatana", których „rozmaite sekty" zakłócały spokój w Genewie od osiemnastu lat. Aluzja dotyczy obecności tamże anabaptystów w roku 1537, skupionych wokół Hermana Gerbihan i Audry'ego d'Anglen. Usprawiedliwia ona także surowość wyroku wydanego przeciw zwolennikom Pemna:
„Ci, którzy nie naprawiają zła, kiedy mogą to uczynić i gdy urząd przez nich sprawowany ich do tego zobowiązuje, są winni. Podobnie jak kaznodzieja, który zataja panoszące się występki, z całą pewnością jest zdrajcą, gdyż winien stać na straży i napominać tych, którym grozi zatrata. Jeśli więc pozwalam się krzewić złu świadomie lub przez niedbałość, skazuję się oto sam jako pierwszy. Także gdy ci, którzy dzierżą miecz sprawiedliwości, z należną surowością nie poskramiają błędów, sprawiają, że gniew Boży wisi wciąż nad nimi."
Fragment pochodzi z książki:
Jan Kalwin; Bernard Cottred, PIW, Warszawa 2000, s.212- 214
sobota, 15 lipca 2023
Dlaczego sprawa Serweta jest zasadnym argumentem przeciw kalwinizmowi
Kiedy z dumą nosiłem etykietkę „kalwinisty”, szczerze mówiąc niewiele wiedziałem o francuskim Reformatorze Janie Kalwinie i jego własnych pismach. Ta etykietka była po prostu skrótowym przedstawieniem moich poglądów soteriologicznych. Kiedy nie- kalwiniści wspominali o Michale Serwecie [właściwie Miguel Servet, 1511-1553] - pewnym człowieku zabitym pod rządami Kalwina w Genewie za brak zgody w kwestiach doktrynalnych - po prostu ich lekceważyłem. Uznawałem, że unikają argumentów biblijnych na rzecz ataków ad hominem na dawnego, martwego teologa, który miał niewiele wspólnego z właściwymi doktrynami.
Podejrzewam, że wielu współczesnych kalwinistów tak właśnie traktuje ten problem.
Mogą oni przyjąć lub odrzucić etykietkę „kalwinista”, a może nawet woleliby zmienić ją
na rzecz określeń takich jak „reformowany” lub zwolennik systematyki „TULIP”, „suwerennego wybrania” lub „doktryn łaski”. Zazwyczaj kalwiniści postrzegają personalne argumenty na temat okrutnego traktowania dysydentów przez Jana Kalwina jako odwracanie uwagi od biblijnych doktryn, które są dla nich istotne.
Szczerze mówiąc, kalwiniści mają tutaj rację. Jeśli nie-kalwinista nie jest skłonny w pełni zbadać biblijnych doktryn soteriologicznych proponowanych przez kalwinistę, to tak naprawdę nie ma podstaw do uderzania w twórcę tej teologii systematycznej. Fakt, że Jan Kalwin traktował innowierców w grzeszny sposób, nie dowodzi, że soteriologia kalwinistyczna jest błędna.
(Swoją drogą, Jan Kalwin uważał torturowanie i zabijanie wyznawców fałszywych doktryn za uzasadnione. Jest to udokumentowany fakt. Dokumentacja znajduje się pod TYM LINKIEM) *1
Jednakże, jeśli kalwinista wkracza na arenę w obronie działań Jana Kalwina, wówczas nie-kalwinista ma pełne prawo do przedstawienia tych zarzutów w całej pełni i poddania ich pod rozwagę. Na przykład, widziałem wielu kalwinistycznych biblistów argumentujących, że Jan Kalwin „żył w innych czasach” i musimy zrozumieć, że „był dzieckiem swojej epoki", ponieważ „ten rodzaj surowego traktowania był powszechnym przekonaniem i praktyką chrześcijan w XVI wieku”.
W rzeczywistości było to powszechne przekonanie i praktyka Reformatorów kalwinistycznych z XVI wieku, a nie reformatorów chrześcijańskich w ogóle. Innymi słowy, surowe traktowanie osób o innych poglądach było bardziej powszechne wśród tych, którzy uznawali systematykę TULIP.
Balthazar Hubmaier i większość anabaptystów ery Reformacji nauczali, że nawet ateistom (a cóż dopiero chrześcijanom o odmiennych przekonaniach doktrynalnych) należy okazywać łaskę, ponieważ Bóg okazał ją nam.
Ponadto argumentacja, że po prostu tak wtedy było, ignoruje samych oponentów Kalwina. Na przykład, jak dowiadujemy się z linku cytowanego powyżej:
* W latach 1542-1564 miało miejsce 76 banicji. Całkowita populacja Genewy wynosiła wówczas 20 000 mieszkańców. *2
* Pasierbica i zięć Kalwina znaleźli się wśród skazanych za cudzołóstwo i straconych.
* W Genewie religia i moralność nie pokrywały się ze sobą całkowicie. Dostępna dokumentacja Konsystorza [zgromadzenia – przyp. tłum.] z tego okresu ujawnia wysoki odsetek nieślubnych dzieci, porzuconych niemowląt, przymusowych małżeństw i wyroków śmierci.
* W jednym przypadku dziecko zostało ścięte za podniesienie ręki na rodziców. (zgodnie ze starotestamentowym prawem Mojżeszowym Kalwin uważał, że kara śmierci i egzekucja zbuntowanych dzieci oraz cudzołożników jest biblijna).
* W okresie 17 lat, kiedy Kalwin rządził w Genewie, w mieście odnotowano 139 egzekucji.
Tak oto stroi się w „szatę Chrystusową” torturę i podłość
Przywołam postać Sebastiana Castelliona
Jego Traktat o heretykach z roku 1554 budzi najwięcej emocji
w chwili gdy popiół ze stosu Serweta dymił jeszcze w sumieniach ludzi, a
okolice Genewy, Bazylei, Strasburga i Neuchatel były siedliskiem różnych,
zwalczających się grup religijnych,
napisał traktat o heretytkach. Autor przeciwstawia tu ewangeliczną etykę,
próżnej nauce teologów.
Napisał w nim: „Nie istnieje choćby jedna sekta, która
by nie potępiała wszystkich innych i nie rościła sobie prawa do wyłącznego
panowania. Wszystkie nieszczęścia wynikają z tej właśnie próżności. Stąd
wygnania, stąd więzienia, stąd stosy i krzyże i bolesny widok codziennych mąk.”
Historyk Bernard Cottret wtrąca: Okrucieństwo
to samo w sobie jest bezużyteczne, gdyż żadnym sposobem nie można było
przeciąć owych nie kończących się sporów, o rzeczy ciągle jeszcze nie znane,
roztrząsane przez tyle już wieków, jednak dotąd w pełni nie rozstrzygnięte. Tak
oto stroi się w „szatę Chrystusową” torturę i podłość.
Sebastian Castellion kontynuuje „Ze
wszystkich sekt (które są dzisiaj niezliczone) nie ma prawie żadnej, która by
innych sekt nie uważała za heretyckie, tak iż jeśli w tym mieście lub okolicy
jesteś prawowierny, w najbliższej wezmą cię za heretyka, wskutek czego, jeżeli
ktoś chce się dzisiaj utrzymać przy życiu, z konieczności musi mieć tyle wyznań
wiary oraz tyle religii, ile bez mała jest miast lub sekt, podobnie jak ktoś,
kto podróżuje po krajach, musi raz po raz zmieniać monetę, ponieważ ta, która
tutaj jest dobra, gdzie indziej nie ma wartości, chyba że jest ze złota."
Przedmowa francuska do jego traktatu podejmuje tę samą myśl: „Byłoby lepiej
pozostawić przy życiu stu, a nawet tysiąc heretyków, niż z powodu podejrzeń o
herezję zabić prawego człowieka."
Fragmenty pochodzą z książki
Jan Kalwin; Bernard Cottred, PIW, Warszawa 2000
piątek, 14 lipca 2023
Historia śmierci Miguela Serweta
"Kiedy Michał Servet zajmował się w Vienne drukiem swych ksiąg o Trójcy, pewien lyończyk mieszkający w Genewie [Wilhelm de Trie] wysłał list do pewnego swego przyjaciela, również lyończyka mieszkającego w Lyonie [Antoni Arneys], w którym to liście tak między innymi napisał: My nie sprzyjamy heretykom, a wy znosicie u siebie Michała Serveta, wielkiego heretyka, który drukuje księgi pełne błędów, a przebywa obecnie w Vienne w takim to a takim domu itd. Ci, którzy widzieli ten list, przypuszczają, biorąc pod uwagę podobieństwo stylu, że autorem jego jest Kalwin; poza tym nie był lyończyk ten na tyle wymowny, by mógł tak zręcznie listy układać; lyończyk ów stwierdził w prawdzie, że list sam napisał. Wysłany zaś został umyślnie w ten sposób (jak nam opowiedzieli ci, co sami go widzieli), aby dostał się do rąk władzy, a nawet samego kardynała Tournona. Są i tacy, którzy twierdzą, że sam Kalwin napisał bezpośrednio do kardynała list tej treści: Gdyby ci tak bardzo zależało na sprawie religii, jak to głosisz, to nie tolerowałbyś Serveta, który przebywa u was itd. Jakkolwiek rzecz się miała, po tych listach Servet został uwięziony w Vienne, a wraz z nim drukarz jego książki. Potem, gdy potajemnie umknął z więzienia, przybył do Genewy i tego dnia, mianowicie w niedzielę, słuchał po śniadaniu kazania. Kiedy przed rozpoczęciem kazania siedział wraz z innymi, został rozpoznany przez jakichś ludzi, którzy niezwłocznie donieśli o tym Kalwinowi. Ten zaraz oskarżył go wobec magistratu, lub też starał się o wytoczenie oskarżenia, aby Serveta uwięziono za herezję. Magistrat odpowiedział, że w wolnym mieście nie można więzić człowieka, chyba że znalazłby się oskarżyciel, który dałby się uwięzić razem z oskarżonym itd.
Kalwin podsunął wtedy swego sługę, który zgłosił się jako oskarżyciel. Ów sługa był kiedyś kucharzem pewnego szlachcica, nazwiskiem Falezjusz, którego Kalwin tak wysoko cenił za jego religijność, że w jakimś liście bardzo go za to wychwalał. Lecz później, kiedy Falezjusz zdawał się sprzyjać pewnemu medykowi imieniem Hieronim (który był uwięziony z powodu zagadnienia predestynacji, jako że odmienny miał na tę kwestię pogląd), na publicznym zgromadzeniu osądzony został przez Kalwina jako heretyk. Tenże sam Kalwin posyła sługę, który zgłosił się jako oskarżyciel, wtedy Servet został wywołany z kazania, a kiedy wyjawił swoje imię, wtrącono go do więzienia wraz z owym sługą Kalwina, który przedstawiwszy poręczycieli, wkrótce potem został zwolniony. Serveta tak w więzieniu umieszczono, że nikt (chyba że miał wielkie wpływy) nie mógł się z nim spotykać, jeżeli nie był przyjacielem Kalwina. Po uwięzieniu Serveta wysłano posła do Vienne, aby przyniósł stamtąd wyrok wydany na Serveta przez vienneńczyków; vienneńczycy dali posłowi ten wyrok dodając przy tym, że Servet dzięki doniesieniu głównego kaznodziei genewczyków dostał się w ich ręce. Po przekazaniu tego wyroku wysłany został poseł do kościołów szwajcarskich w Bernie, Zurychu, Schaffhausen i Bazylei zabierając ze sobą książkę Serveta, oskarżenie sporządzone przez kaznodziejów genewskich i listy od magistratu genewskiego do ministrów owych kościołów i magistratów z prośbą o wydanie opinii w sprawie Serveta. Tymczasem wysłano do Frankfurtu pewnego człowieka imieniem Tomasz, sługę Roberta Stephanusa, który przysłane na tamtejsze targi książki Serveta spalił, aby się nie rozeszły. Poseł ów przywiózł od kaznodziejów tamtych kościołów listy, w których Servet został potępiony jako heretyk. Przeto natychmiast zwołano posiedzenie magistratu genewskiego w sprawie Serveta. Amadeusz Gorrius, dowódca milicji i pierwszy wówczas syndyk miejski, widząc, że członkowie rady skłonni są wydać wyrok śmierci na Serveta, nie chciał być obecny przy wydawaniu wyroku i oświadczył, że nie chce przykładać rąk do rozlewu krwi. To samo uczyniło kilku innych, reszta jednakże była za skazaniem, jedni na wygnanie, drudzy na dożywotnie więzienie, większość na spalenie na stosie, jeśli Servet nie chce odwoływać swych poglądów. Mówią, że także Cellarius, naczelny profesor teologii w tym mieście, nigdy nie wyraził zgody na wyrok śmierci ani w stosunku do Serveta, ani do żadnego innego heretyka. To samo opowiadają o kilku niższych ministrach tego miasta, którzy też dlatego nie byli w ogóle wezwani do wypowiedzenia swej opinii na temat Serveta. Tak więc zaprowadzono go przed trybunał i tam skazano, aby został spalony i w popiół się obrócił. Usłyszawszy ten wyrok prosił pokornie, żeby mu pozwolono zginąć od miecza, bo straszliwe męczarnie mogłyby go przywieść do zwątpienia, a przez to do zguby duszy; jeśli w czymś zgrzeszył, to zgrzeszył wskutek niewiedzy, lecz co się tyczy zamiarów i woli, to pragnął szerzyć chwałę Bożą; te prośby Serveta w sposób bardziej obszerny wyłożył magistratowi Farel. Lecz magistrat nie dał się przebłagać, przeto Serveta wołającego: "O Boże, zbaw duszę moją! O Jezus, Synu Boga wiecznego, zmiłuj się nade mną!" poprowadzono na miejsce kaźni. Kiedy przyszli na miejsce kaźni, padł on na ziemię w gorącej modlitwie i leżał dość długo, podczas gdy Farel tak przemawiał do ludu: "Widzicie, jaką moc ma szatan, gdy weźmie kogoś w swe posiadanie; ten człowiek jest bardzo uczony i sądził może, że słusznie postępuje, lecz teraz jest w mocy szatana, co każdemu z was mogłoby się przydarzyć". Gdy Servet wstał, Farel zachęcał go, aby coś powiedział. Ten jęcząc i wzdychając wołał: "O Boże, O Boże!" Farel zapytał go wtedy, czy nic innego nie ma do powiedzenia. Servet odpowiedział: "O czymże innym mogę mówić, jeśli nie o Bogu?" Kiedy Farel przypomniał mu, że jeśli ma żonę lub dzieci i chciałby sporządzić testament, to właśnie jest tu notariusz urzędowy, Servet nic na to nie odpowiedział. Zaprowadzono go więc do stosu drew, były to zaś wiązki świeżego drzewa dębowego jeszcze z liśćmi z dodatkiem drew rąbanych. Posadzono Serveta na pniu, ustawionym na ziemi tak, że nogami jej dotykał. Na głowę włożono mu wieniec ze słomy bądź z liści nasycony siarką. Ciało przywiązano żelaznym łańcuchem do pala, szyję zaś grubym sznurem okręconym luźno cztero czy pięciokrotnie, książkę przytroczono do biodra. Prosił Servet kata, by go długo nie męczył. Tymczasem kat wionął przed nim ogniem, a następnie zapalił stos dokoła. Ujrzawszy ogień Servet wydał okrzyk tak okropny, że grozą przejął zebrany tłum. Niektórzy z tłumu zaczęli rzucać [na stos] całe wiązki drzewa, on zaś, krzycząc straszliwym głosem: "Jezusie, Synu wiecznego Boga, zmiłuj się nade mną!" - po półgodzinnych prawie mękach wyzionął ducha. Niektórzy twierdzą, że Kalwin, widząc jak Serveta prowadzą na śmierć, uśmiechnął się kryjąc lekko twarz w fałdach sukni. Cała ta sprawa wzburzyła wielu pobożnych mężów i wywołała niebywałe zgorszenie, którego - jak się zdawało - nic nigdy zatrzeć nie zdoła. Wielu bowiem zbrodni godnych nagany dopatrują się pobożni ludzie w tym wydarzeniu. Zbrodnia pierwsza polega na tym, że zgładzony został w Genewie człowiek z powodu religii - twierdzą bowiem oni, że nie należy nikogo zabijać z powodu religii. Kiedy na dowód przytaczano im werset Starego Testamentu o zabijaniu fałszywych proroków, oni cytują Nowy Testament, gdzie jest mowa o tym, że nie należy wyrywać kąkolu przed żniwami. Jeśli Kalwin mówi, że kościoły szwajcarskie zgodziły się na śmierć Serveta, oni odpowiadają, że kościoły owe nie mogły być sędziami, gdyż same były podsądnymi. Oskarżał je bowiem, a wśród nich również kościół genewski, właśnie Servet. Z kolei dziwią się, że Kalwin, aby na śmierć skazać innego człowieka, sprzysiągł się z tymi kościołami, których naukę kiedyś potępił. Albowiem w książce francuskiej "O Wieczerzy" potępia wyraźnie Zwingliego, Oecolampadiusa wraz z Lutrem i twierdzi, że oni zbłądzili. A jeśli zbłądzili w nauce o Wieczerzy, mogli także zbłądzić w dochodzeniu sądowym. Zbrodnia druga polega na tym, że Servet zamordowany został za sprawą Kalwina; on to bowiem, aby zniszczyć swego przeciwnika, uczynił oskarżycielem swego sługę kuchennego, człowieka zupełnie nie znającego ani Serveta, ani zagadnień, które Servet roztrząsał; tego rodzaju postępowanie zaś tak bardzo - powiadają - sprzeczne jest z charakterem Chrystusa, jak ziemia daleka jest od nieba. Przyszedł Chrystus bowiem nie po to, aby gubić, lecz aby zbawiać. Zbrodnia trzecia - że Servet zginął tak okrutną śmiercią, choć przecież pokornie prosił o miecz. To niesłychane okrucieństwo może zrodzić podejrzenie, jakoby genewczycy chcieli przypodobać się papieżowi i dowieść tym postępkiem, że nie różnią się od niego, choć w słowach go atakują. Zbrodnia czwarta - że dla zabicia Serveta sprzysięgli się ewangelicy z papistami, co nasunęło niektórym ludziom myśl, że do tej przyjaźni pomiędzy nimi doszło w taki sam sposób jak między Piłatem a Herodem, gdy szło o śmierć Chrystusa. Zbrodnia piąta - że księgi Serveta zostały spalone, czego (jak i innych rzeczy) chyba od papieża się nauczyli. A przecież, jeśli słuszna jest nauka Kalwina o predestynacji i o wybraniu, nie potrzebowali się lękać, aby Servet kogoś w błąd wprowadził, skoro przecie wybranych zwieść nie można. Jeśli zaś grzechy są koniecznością, i to z woli Boga, nie mógł Servet nie uczynić tego, co uczynił, nie mogli kalwiniści nie być oszukani, jeśli przeznaczone jest, aby byli oszukani, ani nie mogli być oszukani, jeśli jest, aby nie byli oszukani. Zbrodnia szósta - że zmarły Servet został ponadto publicznie na kazaniach skazany na kary wieczyste, a uczyniono to w ten sposób, że ci, którzy słyszeli, jak Farel grzmiącym głosem ogłaszał wyrok, powiadają, że zgroza wstrząsnęła ich całym ciałem i duszą. Zbrodnia siódma - że Kalwin pisze podobno książkę przeciwko zmarłemu
już Servetowi, co znów nasuwa myśl o podobieństwie do tego postępku
Judejczyków, którzy po śmierci Chrystusa prosili Piłata (nazywając
Chrystusa oszustem), by straże pilnowały jego ciała. Tak też - powiadają
- Kalwin obawia się nie tego, że ciało Serveta
zostanie potajemnie porwane (bo Kalwin zatroszczył się pilnie, by to
uniemożliwić), lecz że prochy jego przemówią. Poza tym, jeśli chciał
pisać przeciw niemu, powinien był pisać za jego życia, by dać mu
możność udzielenia odpowiedzi, na co nawet złoczyńcy się zezwala." |
|
Fragment z książki: Michał Servet, Lech Szczucki, Książka i Wiedza, Warszawa 1967 |
|
Morderczy synod w Dortdrecht w latach 1618-1619
Niechrześcijańskie i mordercze zachowanie spadkobierców Kalwina wobec heretyków jest w pełni widoczne na synodzie w Dort. (Holenderska nazwa...
-
Czy naprawdę rozumiemy, czym jest biblijna Ewangelia? Ten wykład pokazuje, jak niektóre popularne ujęcia mogą zaciemniać jej istotę. Czy Ch...
-
„Miłuję PANA, bo usłyszał mój głos i moje prośby.” Psalm 116:1 Przyjdź! A kto pragnie, niech przyjdzie; a kto chce, niech weźmie wodę życia ...
-
Ten artykuł umieszczam tutaj gościnnie. Co prawda jest on w luźny sposób powiązany z tematykę tego bloga, ale jest interesujący i wart uwagi...
