Teologia zastępstwa: Czy używanie tego określenia jest błędem?
Paul Henebury
Wpis z 11 kwietnia 2017
Część ósma
Jest to ostatni post z tej serii, której celem było postawienie pytania, czy „teologia zastępstwa” lub „teologia zastąpienia” *1 poprawnie opisują to, co niektóre teologie, zwłaszcza teologia przymierza, robią z narodem izraelskim i jego obietnicami z czasów Starego Testamentu, nauczając o ich wypełnieniu poprzez „transformację” w Chrystusa i Kościół. Nie twierdzę, że każdy zwolennik teologii przymierza (lub nowego przymierza) będzie chciał się podpisać pod takimi określeniami, ale że nazwy te uczciwie opisują ten aspekt sposobu, w jaki ci dobrzy ludzie interpretują używanie tekstów starotestamentowych przez autorów Nowego Testamentu.
Przekonaliśmy się, że teologia zastępstwa istnieje. Wykazałem, że niektórzy zwolennicy teologii przymierza faktycznie używają terminu „zastąpienie” lub „wymiana” (ang. supercessionism), aby opisać swoje podejście we własnych pracach i że polecają książki, które otwarcie go używają. Znam to również z autopsji, bo wielokrotnie spotkałem się z taką opinią w rozmowach.
Oczywiście teologia zastąpienia nie ogranicza się do reformowanych przedstawicieli teologii przymierza, ale to właśnie ich książki i wykłady znam najlepiej. W tej tradycji powszechne jest postrzeganie historii Izraela jako przede wszystkim pewnego strukturalnego przyrządu podczas lekcji poglądowej; narzędzia do nauczania kościoła chrześcijańskiego poprzez narrację i typ; „środek do pewnego celu”, jak to ujął R. Scott Clark.
Trzeci rodzaj „-izmu” w ramach teologii zastąpienia
Rodzi on wyniesienie Nowego Testamentu ponad Stary Testament, mimo że Nowy Testament w dużej mierze opiera się na Starym w celu swego uwiarygodnienia. W umyśle poddanym tego rodzaju nauczaniu powstaje dwupoziomowe rozumienie objawienia Bożego (często dzieje się to niezauważalnie), w którym wydźwięk Starego Testamentu zawsze podlega „recyrkulacji” (czyli wymuszonemu obiegowi – przyp. tłum.) przez wydźwięk Nowego Testamentu. Sprzyja to trzeciej odmianie zastąpienia, tym razem obejmującej oryginalny wydźwięk Starego Testamentu w jego kontekście. Ten głos jest tłumiony i ponownie przepuszczany poprzez konkretne rozumienie Nowego Testamentu i jego funkcji. Rezultatem jest to, co badacz Starego Testamentu John Sailhamer nazwał „dewaluacją Starego Testamentu”. Przypomina on:
Musimy pamiętać, że ci, którzy widzieli Jezusa jako pierwsi, nie mieli jakiejś Jego nowotestamentowej wersji, którą mogliby porównać ze Starym Testamentem. Mieli tylko tę „wersję” Jezusa, którego osobiście znali lub o którym wiedzieli, aby porównać ją ze Starym Testamentem. Ich porównanie zostało później zapisane tekstowo jako Nowy Testament na tle Starego. Był to końcowy rezultat wielu refleksji nad znaczeniem Pism Starego Testamentu, a nie Nowego. - John H. Sailhamer, The Meaning of the Pentateuch, 555|