„Czy możesz odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących kalwinizmu?” – zapytał mnie młody człowiek, który siedział ze mną i kilkoma innymi osobami w restauracji w mieście, w którym przemawiałem na konferencji.
„Dlaczego pytasz akurat mnie?”.
„Słyszeliśmy, że piszesz książkę na temat kalwinizmu”.
„Tak, piszę – książkę, której w rzeczywistości nie chciałem pisać. Jest wielu dobrych chrześcijan po obu stronach. Ostatnią rzeczą, jaką chcę zrobić, to stworzyć więcej kontrowersji, ale jest to temat, z którym trzeba się zmierzyć i dokładnie omówić”. Rozglądając się wokół siebie, byłem zaskoczony nagłym zainteresowaniem, które pojawiło się na ich twarzach. Wszyscy słuchali z uwagą.
„Przez wiele lat prawie w ogóle nie myślałem o kalwinizmie. Aż nagle – lub tak mi się wydawało – w ciągu ostatnich kilku lat kalwinizm pojawił się wszędzie. Być może dopiero się budzę, ale wydaje mi się, że ta osobliwa doktryna jest promowana znacznie szerzej i agresywniej niż kiedykolwiek w przeszłości”.
„Nasz kościół ostatnio powiększył się o pomocnika pastora – absolwenta Master College and Seminary w Południowej Kalifornii – wyjaśnił ten młody człowiek. – Wprowadza on kalwinizm prawie na każdej lekcji biblijnej”.
„Pozwólcie mi zasugerować, jak mógłby to robić – odpowiedziałem. – Pyta klasę, co według nich jest pierwsze: wiara czy odrodzenie. Wszyscy odpowiadają: «Wiara, oczywiście – uwierz w Pana Jezusa Chrystusa, a będziesz zbawiony». Następnie podważa to, mówiąc: «Ale ludzkość jest martwa w występkach i grzechach. Jak martwy człowiek może uwierzyć?»”.
Ten młody człowiek słuchał mnie bardzo uważnie. „Dokładnie tak! Skąd wiesz?”.
„Następnie [nauczyciel] wyjaśnia – kontynuowałem – że Bóg musi suwerennie dać życie tym, którzy są duchowo martwi, zanim będą mogli uwierzyć lub nawet zrozumieć ewangelię – że odrodzenie musi poprzedzać wiarę”.
„Masz rację! Ale to wydaje się dziwne... Jakbyś musiał zostać zbawiony, zanim będziesz mógł być zbawiony”.
„Kalwinista nie ująłby tego w ten sposób – odpowiedziałem – ale jest to jeszcze dziwniejsze. Bez zrozumienia ani uwierzenia w cokolwiek o Bogu, Chrystusie czy Biblii – ponieważ «całkowicie zdeprawowani» rzekomo nie mogą, dopóki nie zostaną odrodzeni – «wybrani» są ożywiani duchowo przez suwerenny akt Boga, bez żadnego pragnienia czy współpracy z ich strony, a nawet nie wiedząc, co się z nimi dzieje w tym czasie”.
„Dokładnie tego naucza – powiedział inny członek tego zboru. – To nie ma sensu, nigdy nie przeczytałem czegoś takiego w Biblii”.
„Czy tylko wy wyraziliście swoje zaniepokojenie? – zapytałem. – Czy ci, którzy uważali, że wiara pojawia się najpierw, od razu zaakceptowali to nauczanie?”.
„Większość tak. Ale spowodowało to trochę zamieszania. Kilka osób opuściło zbór”.
„Nikt nie zakwestionował oczywistego faktu – kontynuowałem – że duchowa śmierć nie może być zrównana z fizyczną śmiercią? Fizycznie martwi ludzie nie tylko nie mogą uwierzyć, ale i zgrzeszyć ani też zrobić czegokolwiek innego?”.
"Najwyraźniej nikt z nas o tym nie pomyślał”.
„Wydaje się, że nie wie, jak poradzić sobie z tym zamieszaniem. Nigdy wcześniej nie słyszeliśmy czegoś takiego z kazalnicy, ale ostatnio nawiązania do kalwinizmu pojawiają się nawet w jego kazaniach”.
Rozmowa toczyła się w ten sposób jeszcze przez jakiś czas. Każdy nowy aspekt kalwinizmu, który wyjaśniałem, był witany kolejnymi okrzykami: „Tak! To jest dokładnie to, co słyszymy”!
Inni rozmówcy, z zupełnie innych rejonów kraju, zaczęli dzielić się ze mną swoimi doświadczeniami. Jeden z nich niedawno opuścił zbór, w którym doszło do rozłamu na tle kalwinizmu. Rada diakonów przegłosowała, że każdy członek musi podpisać kalwińskie wyznanie wiary. Ktoś inny pochodził z kościoła, którego pastor i starsi zajęli twarde stanowisko wobec tego, co było powodem podziałów i wyłączyli nauczyciela szkółki niedzielnej za nauczanie uczniów kalwinizmu pomimo kilku ostrzeżeń. Inna para odwiedziła bardzo polecany kościół w dużym mieście niedaleko ich domu, którego pastorem był znany kalwiński autor.
„Niewiele wiemy o kalwinizmie – wyznają moi rozmówcy. – Ale było to dziwne doświadczenie. Z jednej strony mieliśmy wrażenie, że ci ludzie czuli się pewni, iż są wybrani. Jednak wydawało się, że jest w tym jakaś niepewność, tak jakby zachowanie było głównym dowodem czyjegoś zbawienia”.
Kiedy już wychodziliśmy, młoda kobieta, która siedziała w milczeniu, jedynie się przysłuchując, zapytała, czy może porozmawiać ze mną na osobności. Usiedliśmy ponownie, a ona zaczęła opowiadać swoją historię. Była żoną pastora.
Ich życie i służba były szczęśliwe i owocne, dopóki jej mąż i dwaj bliscy przyjaciele, również pastorzy, nie zainteresowali się nową „prawdą”. Wszyscy trzej byli bardzo inteligentni. W wyniku lektury aktualnych kalwińskich autorów zostali wciągnięci w pisma Jana Kalwina, Jonathana Edwardsa, Johna Knoxa i innych.
Ich studium sięgające aż do Augustyna stało się w końcu niemal obsesją. Następnie każdy z nich zaczął głosić swoje nowe „światło” z kazalnicy. Po kilkukrotnym ostrzeżeniu, aby zaprzestali, zostali usunięci ze służby pastora. W końcu jej mąż zaczął się martwić, czy naprawdę jest jednym z wybranych. Nurtujące go pytania przerodziły się w całkowitą wątpliwość co do jego zbawienia. Kalwinizm, który kiedyś wydawał się tak satysfakcjonujący, zaczął prześladować go swoją niepewnością. Czy był jednym z wybranych?
„Ciebie nigdy to nie pociągało?” – zapytałem.
Potrząsnęła głową. „Nie jestem intelektualistką – być może dlatego nigdy mi to nie odpowiadało. Ale czy Bóg nie powinien być Bogiem miłości? Myślałam całkiem prosto: to nie ma sensu, aby Bóg Biblii nie kochał wszystkich na tyle, by chcieć ich wszystkich w niebie, że Chrystus nie umarł za wszystkich, choć Biblia zdawała się mówić, że tak było”.
Jej oczy napełniły się łzami. W końcu kontynuowała opowieść: „Próbowałam powiedzieć mojemu mężowi, że Bóg, w którego teraz wierzy – Bóg, który przeznacza ludzi, zanim jeszcze się urodzą, na spędzenie wieczności w jeziorze ognia – nie jest Bogiem, którego znałam i kochałam”.
Takie niepokojące spotkania stawały się coraz częstsze i wkrótce zaczęły wymagać ode mnie głębszego wglądu w system, który najwyraźniej dotyczył większej części kościoła niż się spodziewałem. Wydawał się on tak obcy wszystkiemu, w co wierzyłem na temat Boga, którego suwerenność nie umniejsza Jego miłosierdzia i miłości. Dla mojego własnego spokoju sumienia byłem zmuszony do przeprowadzenia długiego dochodzenia, które zaowocowało powstaniem tej książki.
Bardzo ważna kwestia
Kalwinizm nigdy nie wydawał mi się biblijny z wielu powodów, do których przejdziemy później po kolei. Przez lata moje poważne zastrzeżenia zostały omówione prywatnie, szczegółowo, z kilkoma przyjaciółmi, którzy są zagorzałymi kalwinistami. Na szczęście, pomimo dzielących nas różnic i niemożności ich zniwelowania, nigdy nie doszło do zmiany stosunków między nami. Do dziś pozostajemy w bliskiej przyjaźni i po prostu unikamy tego tematu.
Prawdą jest, że „na przestrzeni dziejów wielu wielkich ewangelistów, misjonarzy i wybitnych teologów trzymało się (...) doktryny wiary znanej jako kalwinizm”. R. C. Sproul stwierdza, że „tytani klasycznej chrześcijańskiej nauki” są kalwinistami. Często pojawia się dodatkowe twierdzenie, że choć wielu z nich nie ujawnia tego publicznie, większość dzisiejszych czołowych ewangelików w Ameryce wyznaje jakąś formę tej doktryny. Wkrótce odkryłem, że w druku jest znacznie więcej książek promujących kalwinizm niż kiedykolwiek przypuszczałem. Ich liczba i wpływ rośnie bardzo szybko.
Podobnie jak John MacArthur’s Study Bible, tak i New Geneva Study Bible agresywnie promuje kalwinizm w swoich wyjaśnieniach do kluczowych fragmentów. Twierdzi się, że przedstawiają jedynie „prawdę reformacyjną”. To określenie zrównuje reformację z kalwinizmem – jest to teza prawie niemal powszechnie akceptowana wśród dzisiejszych ewangelików. Pytanie, czy jest to prawdą, czym zajmiemy się na następnych stronach, jest z pewnością bardzo istotne.
Znaczeniu naszej sprawy dodaje fakt, że jego zwolennicy twierdzą nawet, że „kalwinizm jest czystym biblijnym chrześcijaństwem w jego najjaśniejszym i najczystszym wyrazie”. D. James Kennedy powiedział: „Jestem prezbiterianinem, ponieważ wierzę, że prezbiterianizm jest najczystszą formą kalwinizmu”. John Piper pisze: „Doktryny łaski (całkowita deprawacja, bezwarunkowe wybranie, ograniczone pojednanie, nieodparta łaska, wytrwanie świętych) są osnową i wątkiem biblijnej ewangelii pielęgnowanej przez tak wielu świętych od wieków”
Fragment pierwszego rozdziału z książki Dave Hunta "Co to za miłość". Książkę w wersji e-book można nabyć w wydawnictwie Areopag:
https://www.areopag.org.pl/katalog/ebooki/ebook-co-to-za-milosc/
Spis treści
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz